Opowiem, jak wiele tysięcy, dziesiątek i setek tysięcy temu mogła zaczynać się kolejna epoka lodowcowa. Natchnęła mnie do tego nieco żartobliwa wypowiedź „epoka lodowcowa” usłyszana ostatnio na kładce pieszo-rowerowej w Owińskach. To było wrażenie wypowiedziane na głos na widok licznie przepływających Wartą krążków lodowych. W ten dzień było minus 12 stopni Celsjusza.
Przesadne słowa, tak. Trochę jednak w nich prawdy.
Zapewne niegdyś przechodziły pory roku podobne dzisiejszym. Zimniejsze i cieplejsze. Z czasem zaczęło być coraz zimniej, a lata chłodniejsze i ciągle krótsze. Mrozy coraz silniejsze. Narastające opady śniegu. Ten nie topił się, bo nie trafiały się dodatnie temperatury. Tylko nawarstwiał i wraz z mroźnym czasem ubijał pod wpływem swego ciężaru. W ten sposób na lądach stopniowo tworzyła się pokrywa lodowa, coraz to grubsza.
Jak się zaczyna we współczesnej rzece, tak mogła by ona zmieniać się wiele tysięcy lat temu, w epoce lodowcowej. Skoro obecnie nie jest jednak zbyt zimno, to wody w większych rzekach spływają bez przeszkód, zgodnie z nachyleniem terenu. Woda w Warcie pozostaje w stanie ciekłym.
Gdy zimowe mrozy trwają dłużej, a mogły by stawać się coraz silniejsze, woda w rzece powoli będzie zmieniać swój stan. Z czasem pojawią się w niej zamarzające struktury. To zmrożona woda. Kolejnym etapem są jakby śnieżne wysepki. Mogą mieć kilkadziesiąt cm średnicy. Nazywa się je śryżem. Niesione są przez rzekę. Zderzając się ze sobą tworzą większe wyspy. Coraz to większe. Te na zakrętach rzeki zatrzymują się i dalej tłoczą zderzając jedna z drugą. Tak zaczyna się zamarzanie dużej rzeki, od zatok, zakoli, od brzegów. Jeśli mróz trzyma jeszcze dalej, a dodatkowo pada coraz więcej śniegu, powstają kry lodowe. A później w pobliżu przeszkód i zwężeń rzeki, mogą utworzyć się zatory lodowe. Dalsze mrozy i opady doprowadzają w końcu do zamarznięcia całej rzeki. Po pierwszym zamarznięciu woda w rzece płynie dalej, pod lodem. W końcu i ta zamarznie.
W dalszym etapie lód zamarzniętej rzeki stopniowo scali się z lodem powstałym na „lądzie”. Następna przemiana lodowa prowadzi do tworzenia się lodowców, coraz większych i grubszych. W odpowiednich warunkach mrozowo-opadowych trwających wiele, wiele lat i ich tysięcy w końcu powstanie lądolód, jak niegdysiejszy lądolód skandynawski.
Dziś nie musimy się tego obawiać, bo aż takich strasznych mrozów i opadów śniegu, po prostu nie ma i w najbliższym czasie raczej nie będzie. Moja fotograficzna opowieść poniżej ilustruje współczesne zjawisko lodowe na rzece, jednak to bardzo, bardzo początkowe fazy tworzenia się form lodowych na wodzie płynącej.












Według prognoz pogody, zbliża się ocieplenie.
Dobrego dnia.