W czasie wyjazdu w Bory Tucholskie po raz pierwszy zobaczyłem tego grzyba. Do tej pory nie widziałem go w Wielkopolsce. Miejscowy doświadczony grzybiarz wypowiadał się o nim niepochlebnie. Zasugerowałem się jego zdaniem i nie mam tych borowików.
Borowuik amerykański jest przybyszem z Ameryki Północnej. W latach 80-tych XX wieku przypadkowo trafił do Europy, najpierw na Litwę. Wraz z egzemplarzami drzew sprowadzanych z Ameryki, z którymi mikoryzuje. A więc prześliznął się jakby niezauważalnie.
Borowik ten, inaczej zwany złotoborowikiem wysmukłym, jest bardzo inwazyjny. W krótkim czasie rozsprzestrzenił się w basenie Morza Bałtyckiego. W Polsce najwięcej go na Mazurach i Pomorzu. Jak się okazuje, jest też w Borach Tucholskich. Można się spodziewać, że skolonizuje całą Europę, a mówią, że czasy kolonializmu już minęły.
Łatwy do znalezienia, różni się od naszego borowika szlachetnego. Kapelusz ma jaśniejszy, nieco złotawy, a trzon raczej wysmukły. Rośnie przy drzewach szpilkowych, np. w towarzystwie sosny.
Jest to grzyb jadalny, jeddnak mniej wonny od borowika prawdziwego. Po odpowiedniej obróbce nadaje się na sosy, marynaty, może być suszony.
Jeszcze zdjęcia.



Do zobaczenia.