To wędrówka przez tereny leśne i przypolne na południe od Poznania. Ok. 15 km marszu. Na szlaku nie zobaczyliśmy ani jednego łazika. Za to sporo saren. Pierwszą spotkaliśmy tuż za Sulęcinkiem. Stała blisko drogi wśród zboża. Niezachwianie. Ani drgnęła mimo że musiała wiedzieć, że patrzymy na nią z odległości ok. 10 m. Niemal skuteczna taktyka. Niemal, bo „wychwyciłem oczami” jej łebek z uszami wystający nieco ponad łan zboża. Poszliśmy dalej. Bez fotografowania.
Nie było komarów i meszek.
Z wycieczką tamtymi okolicami kojarzy mi się piosenka „Czerwonych Gitar”, a szczególnie jej pierwszy wers: „Lato, lato, lato czeka…”. Nieprzypadkowo. Bo byłem tam chyba 50 lat temu.
Tegoroczne przejście z Sulęcinka do Zaniemyśla wydało mi się odkrywcze. Przez minione półwiecze zapewne sporo się tam zmieniło. Przejście po wielu latach okazało sie zupełnie nowym.
Warto powracać do miejsc, w których było się lata temu. Nawet gdyby nic się tam nie zmieniło, to my sami zmieniamy się i inaczej patrzymy na otaczający świat. W wyniku tego wszystko staje się jakby nowe. Ot, tajemnica.
Poza tym pojawiły się pomysły na dalsze wycieczki, kolejne „stare” trasy. Po prostu „Panta rhei”, czyli „Wszystko płynie”, które to słowa przypisuje się starożytnemu filozofowi greckiemu, Heraklitowi z Efezu.
Zanim nienapiszę „Do zobaczenia” jeszcze wykonane w zeszłym tygodniu zdjęcia fotograficzne.




