Na Łęgach Rogalińskich naliczono ponad tysiąc żywych dębów. Większość z nich jest stara i mają się dobrze.
Ale i można znaleźć kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset, martwych dębów. W tamtych rejonach jest to naturalne. Tych ostatnich nikt nie usuwa, choć pewnie wyjątki zdarzają się. Część nieżywych dębów przewraca się, jak ten ze zdjęcia tytułowego. Inne, choć martwe, stoją, tak jak przedtem żyły. W zimie trudno je namierzyć; są bowiem podobne do żyjących egzemplarzy. Są i takie dęby, które żyją, choć cześć ich konarów pozostaje martwa.
Choć wydaje się, że śmierć drzewa oznacza koniec jego egzystencji, to jest inaczej. Martwe stare dęby w dalszym ciągu trwają jako środowisko życia dla innych gatunków, które w nich zamieszkują. Dzięki dębom spełniają się grzyby i porosty. Bez grzybów twarde dębowe drewno nie zamieniłoby się ostatecznie w próchno, by na końcu użyźnić glebę. Tyle rozważań natury biologicznej, czy filozoficznej.
Dla mnie, martwy dębowy lud, jest niezwykły. To efekt swoistego przyciągania wielkich organizmów roślinnych spod Rogalina. Dlatego dość często tam bywam i fotografuję. Wiem, że fotografie nie są w stanie oddać wszystkich wymiarów dębowego zjawiska. Na razie nie wymyślono tak zdolnego urządzenia.
Wszystkie prezentowane zdjęcia wykonałem w marcu, choć to na przestrzeni kilkunastu lat.













Do zobaczenia.