Trasa wycieczki biegła z Radojewa do Naramowic, w większości nad Wartą. Czyli w obrębie administracyjnym Poznania. To leśne okolice. Po drodze nie widzieliśmy w pobliżu domów. Pogoda dopisywała. Choć to czas przedwiośnia i temperatury jeszcze niskie, słoneczna pogoda niejako „wyciąga” z domu. Dodatkowym argumentem była niedziela. 1.03.2026 r. Nic dziwnego, że na naszej trasie spotkaliśmy zaskakująco wielu ludzi. Śmiało można było powiedzieć: wiedzą, co dobre i z tego korzystali. Piesi, biegacze oraz rowerzyści. W pojedynkę, parami i rodzinnie.
Dla jasności słowo „chajże” jest rodzajem zachęty do działania. Trochę przypomina amerykańskie „go, go” motywujące do wysiłku, ale również dopingujące do aktywności. Użyłem go w kontrze do gnuśności, do zimowego marazmu, który może towarzyszyć zimowemu samopoczucie. Jeśli chce się pobyczyć w domu, pobyć w stanie nicnierobienia, to może przekładać się to na czas bezproduktywnej bierności przed telewizorem., albo drzemki w dusznym pokoju. Dla zdrowego funkcjonowania organizm potrzebuje impulsu do nowego życia.
Na zdjęciu tytułowym rzeczułka, która bystro spływa do Warty.
Wracając do naszych baranów, czyli wycieczki, jej długość wynosiła ok. 10 km.
Rozpoczęliśmy ją nieprzypadkowo, w Radojewie. Zdecydowała o tym ciekawość, czy tamtejsze ranniki zimowe rozkwitły wreszcie całymi łanami na radojewskich pagórkach dawnego parku. Z autobusowego przystanku linii 167 i 911 tylko kawałek do tego rannikowego królestwa. Na mapach widać nieco mylącą nazwę, „Kokoryczowe wzgórze”.
Na zdjęciu pozostałość do dawnej historii tego miejsca. Ozdobne niegdyś drzwi to pamiątka po ponad stuletnim pałacu von Treskowów.

Obok dawny park przypałacowy, ok. 15 ha, w stylu angielskim. Prawdopodobnie został zaprojektowany przez Petera Josepha Lenne, królewskiego ogrodnika z Poczdamu. Do dziś teren ten jest atrakcyjny. Należy do Lasów Państwowych, Nadleśnictwo w Łopuchówku. Widać ich staranie o ten obszar. Więcej informacji o tym miejscu i okolicach znajdziesz na: https://regionwielkopolska.pl/katalog-obiektow/park-w-radojewie/ oraz https://lopuchowko.poznan.lasy.gov.pl/
Na fotce rozkwitające ranniki zimowe. W tych tygodniach będzie czas ich największego rozkwitu.
To niewielkie kwiatki, które powoli rozwijają się i teraz otwierają swe żółte płatki na radojewskich pagórkach. Widok tamtejszych żółciejących wzniesień urzeka.
Swego czasu te ranniki „uciekły” z ogrodu pałacowego von Treskowów, a teraz zajmują całe wzniesienia sięgając daleko poza swój pierwotny przypałacowy matecznik.

Przy stawach parkowych olbrzymi platan będący pomnikiem przyrody.
Tabliczka z napisem przez lata została prawie zarośnięta przez to drzewo.

Z parku za Górą Krzyżową wyszliśmy ku lasowi łęgowemu, zmierzając do Warty.
Po drodze spotkaliśmy duży grzyb nadrzewny. Miał może 20 cm średnicy.
Potem skręt w prawo.

Początkowo szliśmy szlakiem w pewnej odległości od Warty. Trasa ta prowadzi fragmentami dawnymi drogami prowadzącymi niegdyś między wsiami podpoznańskimi. Potem wsie te włączono do Poznania, ale resztki wierzbowych dróg pozostały.

Zbyt dużo ludzi na głównej trasie. Skręciliśmy więc z lewo, do samej Warty.
Nie było czego żałować.

Dalej szliśmy przy brzegu Warty. Okazało się, że tamtędy prowadzą ciekawe ścieżki.



Na Warcie sporo ptactwa.
Na fotce czernice, rzadko widywane teraz kaczki. Samce mają te szczególne ubarwienie z czernią i bielą. Na głowach ładne czubki.
Zdjęcie nie jest zbyt wyraźne, bo wykonane zostało z dużej odległości.

Na terenie przy Czerwonaku powoli kończy się budowa kładki pieszo-rowerowej przez Wartę. Powoli.

Po różnych zakrętach i raczej długich skrótach doszliśmy do Naramowic.
Do widzenia.