Zachody słońca z reguły kojarzone są z tymi nadmorskimi zaobserwowanymi w lecie, najczęściej w czasie odpoczynku urlopowego. Wyjście na zachód słońca jest jedną z atrakcji wakacyjnych.
Najbliższa nam gwiazda, którą jest Słońce, świeci i zachodzi przez cały rok. Słowo „zachodzi” jest trochę zwodnicze. Gwiazda ta faktycznie świeci cały czas i mniej więcej z taką samą siłą. Noce i zachody słońca są efektem ruchów Ziemi.
Na naszych szerokościach geograficznych w styczniu liczba dni ze słońcem jest niewielka. W związku z tym zmysły ludzkie są niejako oszukiwane. Wydaje się, że słońca jakby nie ma. Stąd zimowe prawdziwe gorsze samopoczucie oraz tęsknota za cieplejszymi porami.
Prezentowane dziś zdjęcia fotograficzne wykonałem w ciągu ostatnich lat, w styczniu. Zaletą obserwowania zachodu słońca w tej porze roku jest krótki dzień, a co za tym idzie, zachód słońca trafia się stosunkowo wcześnie.
Potrzeba jednak dalszych widoków, albo spojrzenia w wysokości, np. z mostu, czy z wysokiego budynku, choćby z mieszkania np. na 10 piętrze. W tym ostatnim przypadku okazja do odwiedzin znajomych mieszkających na takiej „wysokości” i z odpowiedniej strony.
Na zdjęciu tytułowym (wyżej) po prawej stronie widać „morsa” jeziornego. Każda pora na kąpiel okazuje się dobra.
Na Łęgach Rogalińskich.
Na pierwszej fotce drzewo, które w międzyczasie zamarło i wyłamało się.


Zachodzące słońce widoczne jest również w lesie.
Fotkę wykonałem w czasie spaceru przy J. Rusałka w Poznaniu.

Sople lodowe sfotografowane w czasie zachodu słońca przy wietrznej pogodzie.
Wilgotne powiewy styczniowego wiatru przyczyniły się wtedy do trwałych uszkodzeń mojego aparatu fotograficznego. Lepiej unikać takiego fotografowania.

Niezwykły obraz zachodu słońca, za drzewami.

Warta rozświetlona łuną, tuż po styczniowym zachodzie słońca. Zdjęcie wykonałem z mostu w Rogalinku.

Wszystkiego najlepszego.