Dlaczego?
Mówiąc najogólniej, bo na jesień działa mechanizm zamierania liści na drzewach liściastych. Chodzi o przygotowanie drzew do warunków zimowych. Pozbywanie się niepotrzebnego balastu, a następnie wejście w tryb swoistego letargu oszczędza energię drzewa. Takie „uśpienie” na kilka miesięcy skutkuje zachowaniem potencjału rozwojowego do kolejnej wiosny.
Technicznie i bezpośrednio polega to na zamieraniu chloroplastów, które decydują o zielonym kolorze liści wiosną i latem. Dzięki chloroplastom zielona barwa liści jest intensywna. A jesienią chloroplasty (chlorofil) są wycofywane „z obiegu”.
I co? Czyżby na pożegnanie drzewa produkowały inne barwniki?
W rzeczywistości te inne barwniki były w liściach już od wiosny, tyle że jako słabsze od chlorofilu, trwały „niewidzialne” dla ludzkiego oka. Gdy zabraknie chlorofilu, to one decydują o niezwykłych kolorach jesiennego listowia.
Ciekawe, czy ktoś wyjaśnił, dlaczego tak spektakularne zjawisko towarzyszy zamieraniu liści na jesień. Nic w przyrodzie nie dzieje się przypadkowo.
Czyżby widowiskowe pożegnanie, aby pamiętać o wspaniałości drzew i z ochotą powrócić do nich po długiej zimowej przerwie?
Możliwe też, że w ten ekstra sposób drzewa „dbają” o dobrostan całej natury, która chętnie korzysta z „mocy” piękna.
Nie wykluczone również, iż jest to forma wyrycia w pamięci istot żywych atrakcyjnego śladu. Ów ślad w swoisty sposób mógłby podtrzymywać dobrostan natury umozliwiając przetrwanie niekorzystnych zimowych miesiący. Skad bierze się zamiłowanie przyrody żywej do intensywnych barw, jastrawych obrazów.
Jeśli wtrącić się tu z mechanizmami ewolucji, to warto zweryfikować, czy dotychczasowa wersja ewolucji rzeczywiście opiera się na doborze naturalnym, który promować ma osobniki silniejsze, tj. potrafiące lepiej przystosować się do środowiska życia. A co jeśli ciągłość życia na naszej planecie tak naprawdę zależy od współpracy wszystkich istot, a nie rywalizacji promującej sprawniejszych.
Myślę, że stan dzisiejszej wiedzy jest nie za wielki. Wiemy mało, a ogromna reszta pozostaje poza naszymi możliwościami. Wyglądałoby na to, że nie jesteśmy w stanie dostrzec tego ogromu. Zresztą, to naturalne. Dostrzegamy i rzeczywiście wykorzystujemy wiedzę o niewielkiej cząstce otaczającego świata, bo zwyczajnie więcej nam nie potrzeba. Ot, historia.





Jesień sprzyja przemyśleniom.